Siatkówka dziewcząt

final siatkaW sobotę, 7 maja, finałowym turniejem zakończyliśmy udział w III edycji Gimnazjalnej Ligi  Piłki Siatkowej dziewcząt, w którym ostatecznie zajęliśmy V miejsce. 

To była bardzo długa i wyczerpująca liga. Wymagała wielu wyrzeczeń, dużego poświęcenia i zaangażowania oraz ciężkiej pracy (akurat z ciężką pracą bywało różnie...) zarówno ze strony naszych zawodniczek, jak i mojej.

Po pierwszym turnieju w Marciszowie, uważam bardzo dobrym turnieju, widać było niesmak na twarzach dziewcząt, bo o ile wygrana z mało jeszcze doświadczoną ekipą z Czarnego Boru była świetnym otwarciem, nie dawała takiej satysfakcji, jaką dałoby pokonanie dużo silniejszego rywala - gospodyń. Siatkówka jest grą błędów. Dawno nie widziałem tak dobrze grających naszych.

Kawał dobrej gry, aż chciało się patrzeć. Tyle tylko, że tego dnia w każdym secie popełniliśmy dwa błędy więcej niż miejscowe. Warto nadmienić, że w drugim secie na tablicy widniały wyniki: 11:3, 22:15 dla naszych, by ostatecznie przegrać 23:25. To boli, ale to chyba jasne. Zresztą Marciszów grał "u siebie" - atut własnej hali jest jak siódmy zawodnik...

Podrażnione ambicje i niedosyt, jaki pozostał po pierwszym turnieju wydawałoby się powinny naładować pozytywnie do dalszej pracy oraz wzmóc chęć odegrania się (tak przynajmniej zakładałem), tymczasem rozładowały... Opuszczanie zajęć, wzajemne pretensje, docinki, rozmowy za plecami a później już nawet brak rozmów - to wszystko było jak rak, który w zastraszającym tempie czynił ogromne spustoszenie w naszym dotychczas sprawnie działającym organizmie. Sparing z Lubawką obnażył wszystkie dotychczasowe problemy, a to wcale nie były, jak się niedługo okazało, wszystkie. Do worka z dziadostwem dorzuciliśmy jeszcze skręconą kostkę, brak wiary w swoje umiejętności i możliwości, kryzys kapitana i po raz  pierwszy "opadnięte ręce" - moje ręce.

Drugi turniej odbył się w Czarnym Borze. Niedużo  brakowało by grany był bez nas. Po wielkich trudnościach udało nam się zebrać "szóstkę", która jak się okazało rozegrała całkiem poprawne spotkania. Szału nie było. Czarny Bór okazał się zbyt słaby, by dać nam radę, mimo iż nie graliśmy w optymalnym składzie. W sumie to dobrze, że wyszło tak, jak wyszło. Każda chwila spędzona na boisku przez nasze zmienniczki jest dla nich i dla całego zespołu bezcenna, bo jak by nie było, kiedy inne zawiodą - na nie zawsze można liczyć. Drugi mecz, z dużo silniejszym rywalem również był udany . Rzekłbym nawet bardzo - toczyliśmy wyrównany pojedynek czasem nieznacznie, ale jednak, prowadząc...nawet :)... to był pierwszy set, który ostatecznie padł łupem przeciwniczek (niestety). W drugim secie nasze nie stawiały już specjalnego oporu - przegrały dość wysoko i cały mecz 2:0. Jak to jest, że pierwszy set jest zacięty, punkt za punkt, jak równy z równym, a drugi - szybszy niż Kubica na prostej start/meta. Chyba brak wiary albo chęci, może jedno i drugie, a może coś innego? Konia z rzędem, kto odpowie. Umiejętności? Raczej nie, bo przecież wyniki np. 25:23 czy 26:24 o czymś świadczą...nie ogarniam.

Trzeci turniej u nas. Zaprosiliśmy kibiców - przyszli. Skromna grupka, ale zawsze. Sympatycy siatkówki czy siatkarek(naszych)? Nie pytałem. Ważne, że byli. Nawet dopingowali głośno...i co? Powtórka z rozrywki. Pierwszy set świetny, drugi niekoniecznie. Przegraliśmy oba mecze - z Marciszowem i z Kamienną Górą, choć warto zauważyć, że w pierwszym secie meczu przeciwko KG, ich opiekun był lekko zakłopotany rozwojem sytuacji na boisku po bardzo dobrej postawie naszych. Już były w ogródku...jednak z gąską się nie przywitały. Ostatecznie nasze gimnazjum uplasowało się na trzecim miejscu w grupie, za Kamienną Górą i Marciszowem a przed Czarnym Borem. Taki układ w tabeli oznaczał trudniejszą drogę w turnieju finałowym, w którym w pierwszym, arcyważnym, meczu o awans do półfinału i walkę w strefie medalowej, zmierzyliśmy się z Lubawką. Tego dnia trafiliśmy na dobrze dysponowaną Lubawkę, oddając pierwszą partię dość gładko. Drugi set, o dziwo, był inny niż wszystkie dotychczas znane mi drugie sety. Nie było łatwo, ale wygraliśmy go. Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze...wydawało się. Zagrywka, druga, trzecia, nie pamiętam już w tej chwili czy zaczęły nasze grać od 0:4 czy 0:5, ale nie wróżyło niczego dobrego takie otwarcie ostatniego i krótszego znacznie seta. Trzeba przyznać - walczyły do końca i bardzo ambitnie, ale straty poniesionej na początku nie udało się już odrobić. Ostatecznie ukończyliśmy GLPS 2011 na V miejscu pokonując w bezpośrednim meczu Chełmsko Śląskie 2:1, a Lubawka? Dużo nie brakło, a odprawiłyby z kwitkiem jedne z faworytek turnieju. Zasłużenie, po bardzo dobrej grze wywalczyły III miejsce - za Krzeszowem, Kamienną Górą a przed Marciszowem...

Czy V miejsce to wszystko, na co stać nasze dziewczyny? 

Czy to szczyt Waszych marzeń? 

Ja nie ukrywam - jestem rozczarowany niskim miejscem dlatego, że znam Wasze umiejętności i wiem na co Was stać...liczę, że wnioski wyciągniecie same.

Kończąc mój wywód, krótko chciałbym Wam podziękować za pracę, którą włożyłyście w przygotowania do całego turnieju oraz za zarwane kosztem siatkówki soboty, które mogłyście spędzić zupełnie inaczej, może przyjemniej... DZIĘKUJĘ. 

-wierny kibic-

 

[1] Tak sobie myślę... prostota to choroba XXI wieku - dlaczego więc miałbym być zdrowy?... wiec dla wygody głównie chyba swojej pozwólcie, że o drużynie z Gimnazjum w Pisarzowicach będę pisał "nasze", w domyśle dziewczyny z naszej szkoły.

[2] W tym miejscu podkreślić jednak muszę, że "solidne firmy" nawet w dobie kryzysu  pracowały pełną parą.

[3] O ile można tak mówić o przegranym meczu...

 final siatka

Pin It